Atak na Słowo Boże – nowy Lekcjonarz!

Chyba już ok. 10 lat temu wydany został nowy Lekcjonarz Mszalny. Stopniowo wchodził do naszych kościołów. Bardzo stopniowo. Jednak ostatnio na hurra jest już niemal wszędzie odczytywane z niego Słowo Boże. I stąd ten artykuł, właściwie z ludzkiej słabości – bólu i zdenerwowania. Bo nie da się w czasie Mszy św. z rozkoszą wsłuchiwać i delektować Słowem Bożym. Otóż bogato zastawiony stół Słowa Bożego jest największym plusem Mszy św. w rycie posoborowym, czyli zwyczajnej, powszechnej dzisiaj. Niestety wrogowie Kościoła nie śpią i co najlepsze próbują na różne sposoby niszczyć. Zanim zabronią nam (ta obrzydliwość jest planowana i zapowiedziana) słuchać, a kapłanom głosić Słowo Boże, to próbują zniszczyć Jego przekaz. Zaczęło się od „Modlitwy Powszechnej” gdzie gotowe wezwania, niegdyś na poziomie teraz są proponowane denne, wręcz szkodliwe. O tym już przed laty pisaliśmy na naszej stronie. Kolejny etap to sprawienie, że wielu księży głosi często wręcz herezje, lub kazania, więcej niż byle jakie. Kapłani, często słuchają i pobierają z internetu gotowce, specjalnie preparowane przez oficjalne media katolickie tak, by rozpowszechniać poważne błędy. Większość czytających niech nie udaje – na pewno wiecie o czym tu piszę. I mamy kolejny etap zniszczenia. Otóż w wielu parafiach ostatnią deską ratunku dla oparcia swojej duchowości w Bogu było żywe Słowo Boże – codziennie obszerne fragmenty Pisma św. I nawet jeśli czytanie przeczytał fatalny lektor, organista niewyraźnie zaśpiewał to jakoś tam z pamięci poprawiało się w myślach błędy geniuszów wymowy i w sercu i umyśle zawsze jakiś fragment pożywnego pokarmu Słowa Bożego został. Niestety. Wydana zupełnie niepotrzebnie nowa wersja Lekcjonarza w tym skutecznie przeszkodziła. Jest wiele błędów – ja myślę, że ich ilość trzeba mierzyć w diabelskich trzech szóstka – czyli wypadałyby średnio dwa grubsze błędy dziennie… Do tych grubszych zaraz wrócę. Nawet poważniejszym problemem jest składnia gramatyczna. Niby poprawione jest tak, by było bardziej po Polsku. Jest tak, że dla Polaka ta składnia gramatyczna jest czasem wręcz nieczytelna. Mało tego – niejeden kapłan nie jest w stanie przeczytać bez jąkania się Ewangelii!!!. Język się łamie na gramatycznych przesuwaniach wyrazów. Po co był ten zabieg masonerii kościelnej, która przeniknęła do samej góry polski Episkopat? Po to, by przekaz Słowa Bożego, czytany często w dodatku przez kiepskich lektorów był w praktyce nieczytelny, denerwujący – tak byśmy prywatnie niemal zapominali i nie głosili wśród bliskich Słowa Bożego. Ostatnio mam problem nawet ze znanymi perykopami z Ewangelii. Muszę sobie powtórzyć dany fragment z pamięci, żeby zrozumieć co Pan Jezus powiedział!!! Lekcjonarz ten to nie tylko zmiana gramatyki – posunięto się do poważnych zmian co ma być czytane w czasie niektórych świąt. Np Na Niedzielę Świętej Rodziny zmieniono zestaw czytań – zamiast o rodzinie (słynna dzielna niewiasta z ks. Przysłów) wrzucono o wierze. Super. Taka tematyka jest potrzebna, ale kompletnie nie pasuje do tego święta. W ostatni dzień (sobota) roku liturgicznego zmieniono refren psalmu na kompletnie inny (taki bezpłciowy, już nie pamiętam) – do tej pory było: „Marana-tha! Przyjdź Panie Jezu”. Boją się masoni Powtórnego przyjścia Chrystusa! Zmieniono przebiegle lakoniczną i celną Ewangelię o Macierzyństwie Maryi wobec nas – Kościoła. Otóż dotychczasowa perykopa w dziesiątkę – króciutka o oddaniu z Krzyża Maryi, jako Matki wszystkich dzieci Bożych (w osobie św. Jana) została bardzo wydłużona – aż do złożenia w grobie Ciała Pana Jezusa. Po co? Ano żeby zamydlić istotę Macierzyństwa Maryi wobec dzieci Kościoła – oczywiście ostatni fragment dotyczy święta Matki Kościoła. Czyli uderzenie w najbardziej istotną treść tego święta. Tak samo zmieniono w tym święcie refren psalmu responsoryjnego – poprzednie były na poziomie. Co do grubych herezji przytoczę jedną, ale jakże grubą!!! Otóż Protoewangelia. „Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a Niewiastę(…)” Znacie, prawda. Tekst pierwszego wielkiego Bożego proroctwa. O Matce Bożej oczywiście. I w dalszym ciągu zawsze było tak: „Ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz Mu piętę”. Słowo „zmiażdżyć” zastąpiono „ugodzić”. No, to nie jest niuans słowny czy gramatyczny. Wyobraźmy sobie, jak blondynka ugodzi w głowę swojego narzeczonego…. Śmieszne, nie? A wyobraźmy sobie, że do szpitala trafił człowiek ugodzony kijem przez bandytę w głowę. Ugodzony, to delikatniejsze niż „uderzony”. Ot guz, trochę krwi, bandaż, jodyna i po robocie. A wyobraźmy sobie że walec drogowy rozjechał, czyli zmiażdżył nam stopę. Oj, chyba przyjemniej byłoby solidnie oberwać w łeb. Bo ta stopa, jaki ból!!! A potem amputacja… Oj oj. Stopa, a zmiażdżona głowa! Czy znacie szpital, gdzie lekarze uratują człowieka ze zmiażdżoną głową??? Czy już rozumiecie, co to za potworny błąd. Słudzy szatana nie chcą się pogodzić, że ktoś ich księcia ciemności chce zmiażdżyć – czyli całkowicie zniszczyć!!! Oni nienawidzą Matkę Bożą i naszą. Zwróćcie uwagę na powszechnie niezrozumiałe zmiażdżenie pięty Najświętszej Dziewicy – a raczej Jej duchowego potomstwa – czyli rzeczywistego Kościoła. Otóż jest w ks. Apokalipsy zapowiedziane, że słudzy Boga czyli dzieci Najświętszej Maryi – potomstwo Niewiasty, ci prawdziwi słudzy, głoszący odważnie Słowo Boże mimo sprzeciwów i prześladowań w czasach ostatecznych zostaną przez bestię-antychrysta zniszczeni-zabici. I tu mamy wypełnienie się słów o zmiażdżonej pięcie. Pięta to część najniższa. Najniższą częścią jest w człowieku podległe prawu i choroby i śmierci ciało. I to ono jako ta pięta zostanie zmiażdżone przez antychrysta. Ale już po 3 dniach (o czym dalej głosi ks Apokalipsy) owi zmiażdżeni (pięta) słudzy Boga powstaną z martwych na oczach całego świata! Klęska przerodzi się w tryumf. A wąż ze zmiażdżoną głową – czyli zniszczony w najwyższej części swego bytu – unicestwiony strącony najpierw na tysiąc lat do czeluści (piekła) a potem na krótko jeszcze uwolniony koniec końców na zawsze unicestwiony przez Matkę Najświętszą na zawsze – wrzucony do jeziora ognia z którego nigdy nie wyjdzie! To jest zmiażdżenie, a nie jakieś blondynkowe ugodzenie.

Niestety, nowy Lekcjonarz ma znacznie więcej tych błędów, powyżej opisałem na szybko kilka ciemnych sprawek z nim związanych ale to temat rzeka…. Mądremu jednak dość. Kochani księża proboszczowie. Naprawdę kochani – szczerze! Bardzo Was prosimy wywalcie na zbity pysk, na zmiażdżenie, te nowe bohomazy kościelnych satanistów. Błagamy Was! Błagamy!

Na koniec podaję linka do zarchiwizowanych lekcjonarzy (tradycyjnych) w formacie pdf. Jeśli ktoś już je zapodział, to lepiej czytać na Mszy św. ze świętego źródła wydrukowanego na domowej drukarce, niż ze skażonego jadem bestii.

Link: Lekcjonarz Mszalny – wydany 1972

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s